czwartek, 17 listopada 2011

Trzeci Maksik nadchodzi

Dziś na szybko: Rockstar wypuścił właśnie spot reklamujący ficzery trzeciej odsłony Maxa Payne'a. Głównie mowa o fizyce i bullet-time, ale mamy też okazję zobaczyć sporo krótkich kawałków gameplayu.



I wygląda to zajebiście! Bałem się, że jak wrzucą do tej gry cover-system, to zabije to cały urok Maxa... Jednak wygląda na to, że strzelanin spod znaku "napierdalam na nich strzelając ile wlezie z dwóch gunów" będzie jednak cała masa. Albo gracz będzie miał wybór - taktyka i chowanie się za murkami vs. grzanie we wrogów na otwartej przestrzeni. Dla mnie do tej serii pasuje głównie ten drugi sposób.

Poza tym wygląda to ślicznie, niektóre ujęcia kamer przy wykańczaniu przeciwników są naprawdę w pytę, no i w ogóle czekam niecierpliwie. Jakby tak jeszcze R* zachował przerywniki w postaci wstawek komiksowych, to wybaczyłbym im przeprowadzkę do Sao Paulo i zrobienie z Maxa menela.

wtorek, 15 listopada 2011

FILM: "Dune Warriors" / "Wojownicy z wydm"

"Dune Warriors" (Wojownicy z wydm) (1990)
Reżyseria: Cirio H. Santiago
Scenariusz: Thomas McKelvey Cleaver
Obsada: David Carradine, Rick Hill, Luke Askew, Jillian McWhirter

Ostatnio na bazie manii post-apo oglądam sobie różne stare filmy klasy B i C z tego gatunku. Nie wykluczam, że wszystkie zrecenzuję, cholera wie. Na razie napiszę o pierwszym, który ogarnąłem, czyli Dune Warriors z 1990 roku. Wyreżyserował toto kultowy swego czasu reżyser kina klasy C, Cirio H. Santiago, a główna rola to sam David Carradine.

Możecie mi wierzyć, że te okładki, choć zajebiste...

Film jest typowym produkcyjniakiem skierowanym na rynek video – jest tani jak cholera, kijowo zagrany, a fabuła składa się w całości z klisz widzianych sto razy w setce innych filmów. Rzecz w tym, że powyższe cechy nie przeszkadzają mi ani trochę, lubię takie kino kiedy się odpowiednio nastawię (w czym wydatnie pomaga parę piw), więc przeczucia po obejrzeniu trailera (jest poniżej) miałem dobre. No i specjalnie się nie zawiodłem.

Fabuła to standard post-apo, wszędzie pustynia, ludzie się gnieżdżą w małych osadach, woda jest na wagę złota, po drogach grasują grasanci. Mamy bandę tych ostatnich, która pod wodzą niejakiego Williama jeździ gdzie popadnie i plądruje, zabija, pali itd. Chcą położyć łapę na pewnej wiosce, niezwykle bogatej w wodę. W paradę wchodzi im tzw. tajemniczy wędrowiec (Carradine) wraz z grupką zawadiaków, których zwerbowała na pomoc jedna z mieszkanek wioski. No i zgadnijcie co dalej, generalnie Siedmiu samurajów spotyka Siedmiu wspaniałych :D

Technologicznie też standard, acz z dziwnym twistem: w użyciu jest równocześnie broń palna (używana dość powszechnie, rzadkością to ona nie jest) i stalowe miecze. Poza tym bardzo liczne samochody i motocykle, najwyraźniej paliwa nie brakuje za bardzo nikomu. Brakuje za to, jak już wspominałem, wody.

...nie mają z filmem kompletnie nic wspólnego. Poza mistrzem Carradinem.

No i jak się toto prezentuje? Well, przystępując do oglądania nie miejcie lepiej wysokich wymagań. Jak napisałem wyżej, film jest tani, co w tym wypadku rzuca się w oczy właściwie w każdym aspekcie: kostiumy są denne (ten Carradine’a to już w ogóle mistrzostwo), lokacji jest raptem trzy-cztery (z czego jedna to pustynia), aktorstwo leży i kwiczy, klisza goni kliszę itd. Najgorsza jest chyba muzyka, na którą składa się jakieś nieklimatyczne plumkanie bez polotu. Ogólnie całość jest mocno niedorobiona.

Ale i tak ogląda się to fajnie, byle się odpowiednio nastawić. Film jest dobry do polewki oraz jak ktoś szuka akurat głupawej, odmóżdżającej rozrywki. W dodatku owo dziełko jest raczej krótkie (77 minut), więc nie będzie trudno wysiedzieć. No i w sumie momentami masta Carradine rusza się naprawdę ładnie, kiedy tak macha tym swoim mieczem. Serio. Jak na jego lata to niczego sobie. A główny czarny charakter też daje radę, tzn. jest tak zajebiście kiczowaty, że aż przefajny.

Jak ktoś lubi te tanie filmy post-apo z lat 80-tych i pierwszej połowy 90-tych, to powinien się jako tako bawić, choć nawet wśród tychże są o wiele lepsze filmy (Krew bohaterów, Stalowy świt czy American Cyborg – Steel Warrior chociażby). Olanie tego tytułu to zdecydowanie nie jest jakaś wielka strata, ale jak ktoś się zaprawi nieco browarem, to może obadać.

3/10

czwartek, 3 listopada 2011

Premierowy zwiastun Grand Theft Auto V

No i stało się. Były plotki, potem Rockstar zapowiedział trailer na dzień 2 listopada i słowa dotrzymał. Proszę państwa, nadchodzi GTA V. Trailer krótki, zagadkowy dość, niewiele to lepsze niż teaser. Ale klimat jak cholera, więc nie przedłużając - czekerałt:



Czyli mamy powrót do stanu San Andreas, przynajmniej Los Santos jest potwierdzone. Cieszę się, nie powiem. Grałem wprawdzie tak na poważnie tylko w Vice City i San Andreas właśnie, ale są to jedne z najlepszych gier, z jakimi się zetknąłem w życiu. SA to wypas niesamowity, toteż na myśl o powrocie do tego rejonu jestem hepi niezmiernie. Jakby R*  udostępniło w piątce znowu cały stan, tj. nie tylko Los Santos, ale i San Fierro i Las Venturas (oraz cały obszar między nimi), to w ogóle byłby kosmos, ale wg najnowszych doniesień to jednak się nie zdarzy. Będzie tylko Los Santos, czyli wirtualny odpowiednik Los Angeles z przyległościami. Cóż, może w DLC będą pozostałe miasta?

Są też pewne wskazówki, że jednym z głównych bohaterów (bo będzie ich kilkoro) będzie powracający i starszy o 25 lat (gra dziać się będzie współcześnie) Tommy Vercetti, czyli protagonista Vice City. Wzięło się to stąd, że narrator w tle brzmi jak Ray Liotta (podkładający w VC głos Tommy’emu), a na filmiku parę razy pojawia się gość, mogący być starszym Tommym. Ludziska zastanawiają się też, czy jest szansa na powrót CJ-a, czyli bohatera San Andreas, i czy jeden czarny ziomal uciekający przed glinami w trailerze to może być on. Osobiście wątpię w to ostatnie, bo uciekinier za młodo wygląda (CJ też miałby już w końcu swoje lata), ale zawsze może to być... jego syn.

Ogólnie będzie się działo. Ja muszę sobie najpierw oczywiście ograć GTA IV plus dodatki do niej, ale na piątkę też już czekam. Liczę na długie godziny zajebistej zabawy i jakieś wypasione stacje radiowe. Powinno być ok.

Na koniec, jeśli ktoś jest ciekaw, to IGN zrobił dogłębną analizę całego trailera niemal klatka po klatce. Przyniosło to masę spostrzeżeń, goście zauważają detale, o których nawet bym nie pomyślał. Oczywiście w efekcie rodzą się spekulacje co do wielu elementów w gotowej grze, zapewne nie zawsze trafione. Tym niemniej moim zdaniem warto to ogarnąć, do zobaczenia poniżej:



Świat wstrzymał oddech i czekamy.