piątek, 10 lutego 2012

Ognisty aniołek z HOMM VI

Tym razem rysunek na zamówienie, kumpel z roboty (pozdro, AdiG) poprosił mnie o narysowanie pary postaci z gry Might & Magic: Heroes VI. Pierwowzór tutaj. Trochę mi to zajęło, ale efekt nawet w miarę udany, tak myślę. Od dłuższego czasu niczego nie odrysowywałem z wzoru, ale czasem warto. Na tło, przyznam, nie miałem siły, a poza tym bałem się, że coś spieprzę. Może jeszcze kiedyś :)


wtorek, 7 lutego 2012

FILM: "Underworld - Przebudzenie"

"Underworld: Awakening" (Underworld: Przebudzenie) (2012)
Reżyseria: Måns Mårlind, Björn Stein
Scenariusz: Len Wiseman, John Hlavin, J. Michael Straczynski, Allison Burnett
Obsada: Kate Beckinsale, Theo James, Michael Ealy, India Eisley, Stephen Rea, Charles Dance

© Screen Gems / Sony Pictures 2012
Fanem serii Underworld jestem od samego początku, od 2003 roku. Na wszystkie części chodzę do kina i każdej nowej wyczekuję z niecierpliwością. Marka ujęła mnie wizją skłóconych społeczności dwóch „nieludzkich” ras, zajebistą stroną wizualną, skontrastowaniem klimatu baroku i high-tech u Wampirów z brudem i beznadzieją egzystencji Lykan, wielce interesującymi postaciami (Viktor, Lucien)... No i Seleną, oczywiście. Po prequelu sprzed paru lat (Bunt Lykanów) dostajemy wreszcie teraz pełnoprawny ciąg dalszy, czyli sequel Ewolucji. Podtytuł: Przebudzenie.

Przyznam, że praktycznie nie zapoznawałem się z żadnymi spoilerami dotyczącymi tej nowej części; widziałem tylko pierwszy trailer, z którego wynikało, że Michaela gdzieś wcięło, a także że skądś przyplątała się córka Seleny. Nie zaprzątałem sobie głowy tymi rewelacjami za bardzo, a oprócz nich o fabule nie wiedziałem nic. W rezultacie film zaskoczył mnie konkretnie kilkoma elementami i jestem cholernie zadowolony. Spodziewałem się standardowego hollywoodzkiego sequela, gdzie po prostu wszystko jest „lepsze, większe i bardziej zajebiste” niż w poprzedniej części, ale który nic specjalnego nie wnosi. Ot, jakiś nowy, potężny wróg, którego ciężko pokonać, ale w końcu się udaje, kilku nowych bohaterów i jakąś tam komiksową fabułkę, skleconą może na siłę. Okazuje się, że, choć wymienione elementy też się w Przebudzeniu znalazły, to jednak twórcy oddali nam coś o wiele bardziej... odważnego.

Na początku widzimy, że ludzkość wreszcie dowiedziała się o istnieniu Wampirów i Lykan. Zareagowała w typowy dla siebie sposób, rozpoczynając wielką czystkę i tępiąc te dwie rasy masowo. Ludzie opracowali broń, której mogli skutecznie używać (na bazie UV i srebra, czyli to samo, czym wąpierze i łakowilki zwalczały się nawzajem) i hajda na „potwory”. Obie rasy zostały przyparte do muru, a razem z nimi Selena i Michael. Para chce uciec gdzieś w cholerę, ale ich plan szlag trafia, wpadają w zasadzkę i Michael, jak się zdaje, ginie, a Selena traci przytomność i łapią ją ludzie. Gdy się budzi, ucieka, po czym okazuje się, że nie była nieprzytomna przez dobę, tylko... 12 lat. Trzymano ją w zamrożeniu. Trafia do świata, w którym zarówno Wampiry, jak i Lykanie zeszli do podziemia i nie wychylają nosa, są przetrzebieni, żyją nieraz w paskudnych warunkach. Jakby tego było mało, nagle przyplątuje się dziewczynka, która podaje się za córkę Seleny...

Pierwsze dwadzieścia minut filmu, podczas których zapoznajemy się z powyższymi rewelacjami, zaskoczyło mnie kompletnie. Nie spodziewałem się, że w erze typowych hollywoodzkich sequeli, trzaskanych taśmowo, ale niemal zawsze sztampowych, ktoś poważy się na całkowite wywrócenie dotychczasowych założeń świata do góry nogami. I jeszcze ten skok do przodu o 12 lat, by potem kazać bohaterce ogarniać nowe realia i nadrabiać wiedzę o przeszłych wydarzeniach, które straciła. Mocne, autentycznie nie spodziewałem się czegoś takiego. Potem już specjalnych zaskoczeń w filmie nie ma, może poza drobnymi smaczkami, ale te pierwsze wystarczyły mi na cały seans.

Poza tym zachwycony jestem drapieżnością Seleny. Ona zawsze ostro kopała dupy, ale w dzisiejszej epoce kastrowania w amerykańskim kinie rozrywkowym wszystkiego, co bardziej fajne i odważne (tak, piję do przypisania Niezniszczalnym 2 ratingu PG-13, goddamit!) bałem się, że i serię Underworld spotka ugrzecznienie. Na szczęście nie, Selena rozpieprza nie tylko Lykan, ale też ludzi, którzy stają jej na drodze, wysysa krew z jednego, kiedy sama oberwie (wiadomo, regeneracja)... Nawet bezlitośnie gryzie w rękę swoją córkę, gdy chce z jej wspomnień (zawartych w krwi właśnie) odczytać los Michaela (inna sprawa, że wtedy jeszcze nie była przekonana, że mała jest jej latoroślą). Poza tym zabija jak zwykle z gracją i skutecznością. Miodek.

A propos Seleny jeszcze, to bałem się też trochę, że upgrade, który nasza wampirzyca przeszła w Ewolucji, gdzieś się rozmyje. Coś jak w przypadku Neo, który na końcu pierwszego Matriksa niby był bogiem, a na początku dwójki jakoś słabo już ta „boskość” była odczuwalna, bo nie mógł być przecież zbyt przepakowany, w końcu kto by mu podskoczył? W nowym Underworldzie na szczęście tak to nie wygląda, Selena momentami robi rzeczy niesamowite (zdjęcie nożem czterech czy sześciu uzbrojonych drabów w wąskim korytarzu, przy czym my widzimy ją tylko jako rozmazaną smugę), chodzi sobie w świetle dziennym, tudzież jest w stanie wytrzymać bardzo konkretny łomot, taki, który większość innych istot połamałby w środku w tysiącu miejsc.

Nie uwierzycie, ale poza Kate Beckinsale są w tym filmie też inni aktorzy! :) Jest weteran kapkę ambitniejszego kina, tj. Stephen Rea, jako główny naukowiec korporacji Antygen, pracującej nad zwalczaniem Lykan i Wampirów. Jest Charles Dance jako stary Wampir, robiący za przywódcę pewnej podziemnej loży obdartych i zaszczutych krwiopijców – cholernie mi się podobał w tej roli, ma w sobie coś arystokratycznego, a zarazem widać po nim ciężar doświadczenia i odpowiedzialności. Niby poglądy miał nie ten teges, ale fajna postać. Jego syn, David, grany przez Theo Jamesa, oraz syn wspomnianego naukowca Antygenu (Kris Holden-Ried) też mają w miarę ważne role, choć aktorsko nie wybijają się zbytnio. No i oczywiście wspomniana córa Seleny, czyli India Eisley, też taka se. Ogólnie bez szału, ale nie o aktorstwo tu chodzi. Kate w każdym razie taka jak zwykle :) 

© Screen Gems / Sony Pictures 2012
Poza tym film ma te same mocne punkty, co poprzednie części serii, czyli świetne sceny akcji, niezłe efekty, trochę krwi i gore. Jest też, jak zwykle, troszkę głębi, ale niekoniecznie wychylającej się na pierwszy plan. No i niektóre pomysły są naprawdę pierwsza klasa, ale nie chcę spolerować bardziej, niż już to zrobiłem. A, i muzyka mocno daje radę, taka dynamiczna-pulsująca. Kawałek Evenescence z napisów końcowych też wcale przyjemny.

Ogólnie dla fanów serii absolutny must-see, ładnie rozwija serię, i to w ciekawych kierunkach, znakomity sequel. Wśród podobnych marek łączących akcję, s-f i horror ta jest obecnie, po seansie Przebudzenia, moją ulubioną; zdeklasowała i Resident Evil, i Blade’a. Fani Seleny mogą już się ślinić na część piątą, sam czekam niecierpliwie. Oby więcej takich kontynuacji w Holiłudzie, polecam jak cholera.

9/10



Screeny © Screen Gems / Sony Pictures 2012

piątek, 3 lutego 2012

KSIĄŻKA: Andrzej Ziemiański - "Zapach szkła"

© Fabryka Słów 2004
Zdaję sobie sprawę, że pisarstwo Andrzeja Ziemiańskiego nie wszyscy lubią. Gość bywa krytykowany, najczęściej za Achaję, ale nie tylko. Ja Achai akurat nie czytałem (acz zamierzam), natomiast pana Z. znam jak dotąd tylko z krótkich form, a konkretnie z Toy Wars oraz ostatnio właśnie ze zbiorku Zapach szkła, o którym tu mowa. I póki co stwierdzam, że proza tego autora mi się zajebiście podoba, więc do antyfanów nie dołączę.

Zapach szkła to zbiorek siedmiu opowiadań fantastycznych o różnej długości i całkiem różnorodnej tematyce. Mamy tu między innymi alternatywne rzeczywistości, zjawiska paranormalne, mroczną przyszłość, tajne operacje rządowe, post-apokalipsę czy wysłannika dawnych, pogańskich bogów. Wszystko to podlane lokalnym patriotyzmem Ziemiańskiego, bo gość ciągle i uparcie umieszcza akcję swych opowieści w obrębie lub bliskim sąsiedztwie Wrocławia. Oczywiście w różnych czasach i realiach, więc nudno nie jest, a nawet jest to całkiem interesujące.

To teraz krótko o poszczególnych składowych zbiorku.

Tytułowy Zapach szkła to opowieść o policjancie, który trafia na podejrzany projekt naukowy, zapoczątkowany jeszcze w czasie II Wojny Światowej. Okazuje się też, że sprawa ma bezpośredni związek z pewnym traumatycznym wydarzeniem z jego dzieciństwa. Cholernie dobre opowiadanie, historia bardzo intrygująca, wciąga w zasadzie od początku. Fajni bohaterowie i trochę kulis rządowej działalności operacyjnej, częściowo zapewne fikcyjnych.

Następna jest Bomba Heisenberga – alternatywna historia II Wojny, w której Polska jest częścią Osi i walczy z Amerykanami u boku m.in. Niemców i Japończyków. Główny bohater to dowódca polskiego czołgu, z pochodzenia arystokrata (z Wiśniowieckich); dostaje misję od ojczyzny – ma poślubić, w imię interesu Polski, Monikę Hitler. Ogólnie pomysłowe i odważne opowiadanko, acz urywa się w naprawdę interesującym momencie i to spowodowało u mnie spory niedosyt.

Legenda to opowieść częściowo powiązana fabularnie z Bombą... i poniekąd jej ciąg dalszy, ale już w innych realiach i z innymi bohaterami. Rzecz traktuje o światach alternatywnych, o alternatywnym Wrocławiu istniejącym równolegle do naszego. Dostać się do tego drugiego świata można poprzez sen i odpowiednią aparaturę, a oba światy – nasz i ten obok – wpływają wzajemnie na siebie. Interesujący koncept i dużo dobrych pomysłów, ale całość jest strasznie enigmatyczna, pełna niedopowiedzeń w niewłaściwych moim zdaniem miejscach, znowu odczułem niedosyt.

Next: Waniliowe plantacje Wrocławia. Jedno z moich ulubionych w zbiorku, opowiada o gościu, który cudem wychodzi cało z poważnego wypadku drogowego. Przypadkiem wpada na trop dziwnej sprawy: wygląda na to, że przez ostatnie kilkadziesiąt lat w okolicy Wrocławia pojawiali się faceci wyglądający tak samo jak on, ale o innych nazwiskach i zawodach. Każdy z nich w pewnym momencie tajemniczo ginął i pojawiał się następny jakiś czas później... Przefajne opowiadanie z zakręconym zakończeniem. Scena z zakonnicami skopała mi dupę :D

Czas na Lodową opowieść. Mamy tu bardziej egzotyczne s-f, a konkretnie odległą przyszłość i lodową planetę, na której setki lat wcześniej rozbił się ziemski statek i jego załoga, a potem jej potomkowie, byli zmuszeni przystosować się do tutejszych trudnych warunków. Cywilizacyjnie cofnęli się do prymitywizmu, mają własne rytuały, hierarchę itd. Bohaterką jest młoda dziewczyna, która właśnie kończy szkolenie na Mistrzynię i musi jeszcze dopełnić jednego zadania: odbyć podróż do statku przodków, doznać objawienia i wrócić. Sprawę jednak komplikuje fakt, że na miejscu nasza adeptka napotyka zupełnie niespodziewanie wysłannika z Ziemi... Sympatyczny kawałek, dość pomysłowy i z nietypowym, jak na Ziemiańskiego, klimatem. Jest też pewien twist fabularny, bardzo dodający smaczku. Good shit.

Kolejne opowiadanie to Czasy, które nadejdą. Dość niepokojący utwór s-f, gdzie każdy człowiek ma niezwykle dokładny i ogólnodostępny profil psychologiczny, taką symulację osobowości, na podstawie której można np. określić, czy nadaje się do pracy w danym miejscu. Bohater niestety ma ten profil raczej zniechęcający, dlatego od długiego czasu nie może znaleźć roboty. Zycie rzuca mu same kłody pod nogi, do momentu, gdy jakaś dziwna siła zaczyna mu jakby pomagać. We wszystkim. Bardzo fajne opowiadanko, dające też do myślenia a propos pewnych trendów z naszych czasów.

I na koniec tytuł, dla którego w ogóle wypożyczyłem ten zbiorek, czyli słynna Autobahn nach Poznań. Post-apokalipsa pełną gębą, świat po globalnej wojnie, po wybuchu pewnej chińskiej bomby nie działa żadna elektronika. Nigdzie. Wszędzie pustynia i co jakiś czas warowne miasto-państwo, a wokół grasują mutanty. Bohater to oficer sił Wrocławia, najpotężniejszej twierdzy w okolicy. Ma ważne zadanie: zająć się nowoprzybyłym gościem z USA, oficerką tamtejszej armii. A owa pani ewidentnie coś kombinuje... Świetne opowiadanie, z bardzo konkretną i pomysłową wizją mrocznej przyszłości. Psuje go tylko, i tu spoiler, wprowadzony pod koniec wątek podróży w czasie - trochę niepasujący i z naukowego punktu widzenia chyba niedopracowany, choć fabularnie uzasadniony. Ba, stanowiący wręcz clou całości. No i niezły twist na finał. Ogólnie na plus.

Cały Zapach szkła polecam bardzo. Żaden fan szeroko pojętej s-f nie powinien być zawiedziony, a dla wielbicieli Ziemiańskiego ten zbiorek to must read. Przeciwnikom tego pana też zresztą polecam, a nuż się doń przekonają. Niezależnie od preferencji - bierzta i czytajta.

8/10