środa, 30 listopada 2011

Nowe "Mad Maxy"? Ciekawe kiedy...

W wywiadzie dla "Australian Financial Review" George Miller zdradził, że planuje realizację całej nowej trylogii o przygodach Mad Maksa.
Początkowo australijski reżyser chciał nakręcić dwa filmy: "Fury Road" oraz "Furiosa". Gdy jednak zakończył prace nad scenariuszem dwójki, doszedł do wniosku, że ma jeszcze w głowie historię na trzecią część. Aktualnie kontynuuje więc prace nad kolejnym tekstem.
Zdjęcia do "Fury Road" były odkładane przez kilkanaście miesięcy z powodu kłopotów z domknięciem gigantycznego budżetu. Później problemem okazały się warunki pogodowe na planie. Aktualnie wiadomo, że prace nad filmem mają rozpocząć się w kwietniu w Namibii. 

Jasne, kurwa... Obiecanki-cacanki. Miller od wieków zapowiada czwartą część Maxa. Czekam i czekam, widoków nawet na jeden nowy film nie ma, a tu nagle się okazuje, że miały być dwa? A teraz to nawet trzy? Dżizas, Miller w robieniu cocktease'ów jest prawie tak dobry jak Quentin T. Wziąłby się wreszcie ogarnął i przestał popełniać jakieś Happy Feet (uwierzycie, że facet, który nakręcił wszystkie trzy części Mad Maxa ostatnio płodzi Tupot małych stóp?), tylko zabrał się za coś poważnego. On się nie robi coraz młodszy, a czas ucieka.

W fakt kręcenia Fury Road uwierzę, jak zobaczę porządny trailer. A może i wtedy nie... Dżordżu Millerze, rusz pan dupę!

© Warner Bros. Entertainment Inc.

wtorek, 29 listopada 2011

Hinduskie roboty rządzą i dzielą

Ok, ja nie od dziś wiem, że w Indiach, poza słynnymi musicalami (aka Bollywoodem) kręci się też niesamowite czasem kino akcji. Że Hindusi czerpią w tym względzie pełnymi garściami zarówno od Amerykańców, jak i od Chińczyków, przerabiając jednak ich pomysły na własną modłę i dodając coś od siebie. Że mają dostęp do naprawdę zajebistych kaskaderów, operatorów i montażystów i robione u nich sceny akcji nieraz powodują opad szczęki (nawet jeśli czasem bywają zabawne dla zachodniego widza). Ja to wszystko wiem, bo przykładów powyższego zjawiska widziałem na Youtube dość, pewnie zresztą kinu akcji z Indii poświęcę kiedyś cały wpis z przykładami... Ale to nie dziś. Dziś chcę tylko podzielić się czymś, co właśnie przypadkowo odkryłem na YT, a co rozkurwia kosmos i rozjebuje system. (WERBLE)



Film nazywa się Endhiran (co być może oznacza "robota" w hindi) i zdaje się był totalnym hiciorem w hinduskich kinach niezbyt dawno temu. Poniżej dołożyłem trailer kinowy, więc ogarniajcie. I miłej zabawy, ja wciąż dochodzę do siebie po pierwszym filmiku. Kicz jak skurwysyn, ale poziom zajebistości totalnie poza skalą. It's over 9000!!!, jak to mówią w Dragon Ballu.

sobota, 26 listopada 2011

KOMIKS: "Pierwsza Brygada #1: Warszawski pacjent"

"Pierwsza Brygada #1: Warszawski pacjent"
Scenariusz: Tobiasz Piątkowski,  Krzysztof Janicz
Rysunki: Janusz Wyrzykowski
Kultura Gniewu 2007

© Kultura Gniewu 2007


Będąc ostatnio w Katowicach zajrzałem jak zwykle do Imago i wyniosłem stamtąd m.in. opisywany tu komiks. Na Pierwszą Brygadę ostrzyłem sobie ząbki już od jakiegoś czasu, bo raz, że uwielbiam scenariusze Piątkowskiego (chyba mój ulubiony polski scenarzysta obecnie), dwa, że polski steampunk i trzy, że to polska Liga Niezwykłych Dżentelmenów (podobno). Rzecz wydała (bardzo ładnie) Kultura Gniewu już w 2007, ale jakoś wcześniej go nie dorwałem.

Pierwsza Brygada to komiks z podgatunku względnie rzadko spotykanego wśród polskich autorów, tj. komiks mainstreamowy, rozrywkowy. Serio, u nas to, kurwa, nic tylko awangarda, underground, eksperymenty z formą, komiksy o życiu. I historyczne. Nie żebym nie lubił i nie cenił takiej twórczości, ale bardzo brakuje mi dobrego polskiego komiksu środka. I tu z pomocą przychodzi m.in. omawiany tytuł.

Mamy tu komiks, pod który podwaliny podłożyła wcześniejsza seria publikowana w internecie (Nowe przygody Stasia i Nel). Serii tej nie czytałem, ale mam ochotę, może kiedyś nadrobię. W każdym razie już po tytule widać, że mamy tam zabawę postaciami stworzonymi przez imć Sienkiewicza, a konkretnie ich późniejsze, dorosłe perypetie (oczywiście Staś, tfu, pan Stanisław Tarkowski ochajtał się z Nel itd. Kali nadal im służy). Już tam chyba były elementy steampunku, co oczywiście kontynuowane jest w Brygadzie.

No i steampunk po polsku (a co za tym idzie, alternatywną historię) rzeczywiście tu mamy. Jest rok 1901, w petersburskim szpitalu dla umysłowo chorych przetrzymywany i przesłuchiwany jest niejaki Józef Piłsudski. Pytają go głównie o wydarzenia na Syberii sprzed niecałych dziesięciu lat, kiedy to pacjent P. (zesłany za próbę zamachu na cara) spotkał pana Stanisława Tarkowskiego, który wraz ze sługą Kalim wykonywał jakąś tajną misję przeciw wojskom Rosji, mocno posiłkując się pomocą pewnego partyzanckiego oddziału Polaków. W opowieści tej sporo się dzieje, występuje w niej na przykład pancerny balon (fikcyjny, jeśli nie wiedzieliście) i karabin maszynowy Maxima (autentyczny). I można zobaczyć, jak Kali robi szablą. Po skończonym przesłuchaniu zostajemy już w czasach współczesnych (czyli w 1901 roku) i jesteśmy świadkami odbicia Piłsudskiego z wariatkowa, co wiąże się z ucieczką/pościgiem (w zależności z której strony patrzeć). Pościgiem zajmuje się piękny, napędzany parą cyborg – zaiste słitaśny. Zdradzę jeszcze, że w komiksie pojawia się jeszcze pewna postać z Lalki Prusa, a w następnych tomach ma wystąpić bodajże Maryśka Curie.

Pierwszy tom Brygady jest... fajny. Jako steampunk daje radę, jako alternatywna historia też. Jednak pozostawia pewien niedosyt. Czy jest to faktycznie polska Liga Niezwykłych Dżentelmenów? Well, na pewno nie kopie po jajach aż tak jak dzieło pana Moore’a, ale może wynika to po prostu z niewielkiej mimo wszystko skali opowieści w tej części serii. Siłą oryginalnej Ligi było bardzo umiejętne wymieszanie przez szalonego Brytola wątków z wielu książek i perfekcyjna koegzystencja bohaterów literackich z rozmaitych źródeł. Już samo to robiło wrażenie; w Brygadzie mamy ledwie Piłsudskiego ze Stasiem i Kalim, plus jeszcze jedną postać w ostatniej scenie. Trochę skromnie. Nie ten rozmach, panie i panowie.

Na wspomniany niedosyt wpływa też fakt, że przedstawiona historia wydaje mi się nieco oderwana od wszystkiego - czytelnik jest wrzucony w sam środek wydarzeń, nic się nie wyjaśnia za bardzo, masa niedopowiedzeń. Niby to jest początek serii i wątki mogą się ładnie rozwinąć i podopowiadać wszystko w kolejnych częściach, ale i tak jakoś mi to nie pasowało.

Rysunki Wyrzykowskiego dają radę, taki miks Adlera, Mignoli i jakby szczypta Bisleya, acz to tylko moje skojarzenie. Całość w sepii lub odcieniach niebieskiego (w zależności od pory dnia i miejscówki), czyli normalnych kolorów brak, ale to dobrze. Podkreśla to klimat retro. Kadry duże, tekstu mało, czyta się szybciutko. Może kapkę za szybko jak na cenę jaką dyktuje KG.

Ogólnie jestem zadowolony, ale mam też nadzieję, że następne części będą lepsze i rozwiną skrzydła, bo potencjał jest. Tylko gdzie, cholera, są te następne części? Warszawski pacjent wyszedł cztery lata temu, ciąg dalszy (z innym rysownikiem) jest też na stronie Brygady rozpoczęty, ale nic nie słychać o wydaniu kontynuacji. Ruszta się, mości panowie!

7/10

 

Plansze © Kultura Gniewu 2007